wtorek, 2 marca 2010

Dziura, czyli upadek mitu

Drogi. Temat bolesny dla mieszkańców Polski, zwłaszcza tych zmotoryzowanych. Nic dziwnego więc, że tutejsze asfaltowe powierzchnie budziły mój zachwyt i zazdrość. Po cichu podejrzewałam Brytyjczyków o posiadanie jakiejś tajemniczej receptury, cudownego składnika dodawanego do asfaltu powodującego, że nawet nawierzchnia położona wiele lat temu jest gładka i pozbawiona dziur.


Dzisiaj, korzystając z przepięknej, słonecznej i ciepłej pogody (nareszcie!) udałam się na dłuższy spacer. Jak zwykle, gotowa podziwiać gładkie, czarne nawierzchnie. Nic z tego - asfalt przypomina dżinsy mojej córki. No, może niezupełnie - mniej więcej jedna trzecia dziur w drogach jest już załatana.

Ładne, brytyjskie drogi to nie wynik zastosowania tajemniczej receptury, a łagodny klimat. Mroźniejsza niż zwykle zima ujawniła całą prawdę.

Brytyjskie dziury w drogach mają nawet swoją stronę internetową: Potholes , na której to stronie jest wyszukiwarka dziur w drodze. Można tam znaleźć dziury nienaprawione, nienaprawione z historią (nienaprawiania?), naprawione i naprawione z historią. Na mojej ulicy nie ma żadnej, a przecież widzę z okna, że są dwie. Naprawione, bez historii.

poniedziałek, 1 marca 2010

Biblioteka


Lokalna biblioteka jest w remoncie. Wydawałoby się, że to niewielki problem - do najbliższej czynnej biblioteki jest zaledwie 15 minut spacerem. Lub trzy przystanki autobusem. A jednak...

Dzisiejsze wydanie miesięcznika Westcombe News, najlepszego darmowego, lokalnego pisma z jakim się kiedykolwiek spotkałam, donosi:
Kupcy z Old Dover Road martwią się, gdyż tymczasowe zamknięcie biblioteki publicznej doprowadziło do poważnego spadku obrotów.
Ludzie chodzą teraz do innej biblioteki - i robią swoje zakupy gdzie indziej. W rezultacie niektórzy właściciele lokalnych sklepów martwią się, że nie dotrwają do kwietnia, kiedy to biblioteka zostanie otwarta po remoncie.
Z jednej strony to znakomicie, że biblioteka ma aż takie znaczenie dla lokalnej społeczności. Kto by przypuszczał! Z drugiej strony trzeba tych kupców przy Old Dover Road jakoś utrzymać przy życiu, zrobiłam więc zakupy na miejscu, zamiast w pobliskim supermarkecie. Niestety za sok z buraków zapłaciłam 3,79 zamiast 2,49... Byle do kwietnia.